Chorwacja - Biograd na Moru
Trasa: dojazd do Chorwacji – Słowacja, Węgry
Środek lokomocji – Renault Laguna, Srebrna Strzała
Skład: najlepszy
Czas: pierwszy/ drugi tydzień września 2014 r.
Opuszczając
Chorwację w 2012 r. wiedzieliśmy, że jeszcze tam wrócimy. Po wielu opowieściach
i namowach, udało nam się przekonać moich braci i Żabcię (imię znane tylko dla
wybranych) do wyjazdu z nami. I tak, początkiem września 2014 r., ruszyliśmy z najlepszą ekipą, ponownie do
Chorwacji.
Niestety nie udało nam się uniknąć trudności w dotarciu do celu. Wybraliśmy przejście graniczne w Barwinku, gdzie zjechały się chyba wszystkie tiry świata!
Droga w dalszym ciągu niepoprawiona, koleiny jak koryta rzek. Naliczyliśmy, że
w jednym ciągu jechało 40 tirów! Wyglądało to tak: 40 tirów, malutka osobówka,
30 tirów, malutka osobówka, itd. Co gorsze, tiry jechały na przeciwnym pasie,
więc dodatkowo nas oślepiały. Kierowca nie miał łatwo. To nie był jedyny
problem. Błędna sugestia nawigacji zaprowadziła nas do centrum Budapesztu, gdzie było pełno remontów dróg. Nawigacja nakazuje skręcić w lewo, a na odcinku 10 km są tylko
skręty w prawo. Dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć Budapeszt nocą, który jest przepiękny.
Kolejną trudność napotkaliśmy w Chorwacji. Zjechaliśmy za wcześnie z autostrady i
długo krążyliśmy po chorwackich drogach. Moi bracia, niczym Osiołek
z Shreka, ciągle pytali "Daleko jeszcze, daleko jeszcze do morza?".
Witek odpowiadał "Już niedaleko, za górką". Cóż, górek minęliśmy
naprawdę dużo zanim dotarliśmy do morza!
![]() |
| Widoki za okna w drodze ku morzu. |
Ostatecznie
wybraliśmy region Zadaru i miejscowość Biograd na Moru. To dosyć dobrze
zorganizowana miejscowość: banki, pralnie, kilka marketów, butiki,
restauracje, cukiernie, piekarnie, lodziarnie (zachęcamy do spróbowania lodów,
przepyszne). Właściwie jest tam wszystko co potrzeba. Dzięki wycieczce wiemy, jak rośnie kiwi, jak się
okazuje, tak jak winogrono. Wiele osób miało „zadaszenie” z kiwi. Znajdziemy
tutaj również port, w którym można podziwiać od małych łódek po duże jachty.
Na przeciwko miasta leży wyspa Pašman, przez co nie można liczyć na otwarte morze, ale nie ujmuje to w żaden sposób urokowi tego miejsca.
Nocleg znaleźliśmy
szybko, apartament był przyjemny i tani. Koszt to jakieś 32 zł/os./noc. Do
plaży blisko, ok. 700 m, a z tarasu był widok na ogród wypełniony figami i
oliwkami.
Co nas trochę zdziwiło, turystów już nie było tak dużo. To był też mało urodzajny rok i pogoda nie rozpieszczała Chorwacji, często były deszcze i grady.
W Biogradzie
znajdziemy dużo marketów, w tym Lidla oraz uroczy bazarek. Na bazarku można
kupić owoce, warzywa, ryby i rakiję. Pewnego dnia wybraliśmy się na
spacer i zaglądnęliśmy na bazarek. Było to już po południu, więc już nie było
za wiele osób. Pewna Pani nas wypatrzyła, podbiegła z kilkoma butelkami
lokalnego trunku i bardzo efektywnie zaprosiła nas do degustacji. Zresztą, co
będziemy ściemniać, długo nie musiała nas namawiać. Polała nam do plastikowej
nakręteczki i pozwoliła spróbować. Oczywiście kupiliśmy, no bo jak tu nie
kupić, przy takim marketingu.
Kilka słów o
plażach. Nie wspomnieliśmy w pierwszym poście o Chorwacji, że
na plażach można spotkać Panie opalające się topless. Dodamy tylko, że topless
przeważnie opalają się sędziwe i postawne Niemki i Czeszki. Więc Panowie,
schowajcie języki i kupcie naprawdę ciemne okulary.
Z Biograd na Moru sąsiaduje Sveti Filip i Jakov. Bardzo klimatyczne i spokojne miejsce.
Niedaleko jest kolejna atrakcja - kilka
minut samochodem i dotrzemy do Vransko Jezero Nature Park, gdzie można
poobserwować ptaki. Uwaga - bardzo tam wieje.
W planie naszej
wycieczki pojawił się również Zadar, który przypomina architekturą Dubrownik.
Romantyczne uliczki, galerie, kościoły, wielu turystów, dużo sklepów,
restauracji. Jedną z atrakcji miasta są Organy Morskie. Znajdują się one w
północno – zachodniej części promenady na starym mieście. Fale morza uderzają w
35 wbudowanych rur w i pod schodami wiodącymi do morza. Im większe fale tym lepszy koncert.
Warto usiąść i zrelaksować się przy "naturalnej" muzyce. Najlepiej
wybrać się wieczorem, kiedy zachodzi słońce. Widok spektakularny! Ostrzegamy
przed siadaniem na stopniach, niespodziewana fala może porwać rzeczy, czego byliśmy świadkami. Tuż obok organów
znajdują się dwie kolejne atrakcje - Powitanie Słońca oraz planety Układu
Słonecznego.
Wycieczka dobiegła końca, czas wracać do domu. Na drogę powrotną
zaplanowaliśmy wizytę w Parku Narodowym Plitwickie Jeziora. Jest to jedna z
największych atrakcji Chorwacji. Przy pięknej pogodzie widoki są obłędne,
niczym z katalogu biura podróży. Turkusowa, krystaliczna woda, okazałe wodospady.
Do wyboru mamy 2 wejścia i kilka wariantów trasy. Polecamy wziąć wygodne buty, bo bywa ślisko. Pewne odcinki można
pokonać za pomocą autobusów
i promów. Jeżdżą często, więc warto poczekać. Bilety kosztują różnie, w zależności od sezonu. My, nie mając szczęścia do pogody, oczywiście trafiliśmy na deszcz. Ba, oberwanie chmury było! Z uwagi na to, że część tras była zalana, zarząd parku zrobił promocję na bilety i kosztowały tylko 50 kun. Wybraliśmy najkrótszą trasę. Mimo deszczu widoki przepiękne. Jaką było dla nas niespodzianką kiedy idąc ścieżką, nagle trzeba zawrócić, bo przed nami ścieżka była zalana. Mieliśmy też sytuację, że chcieliśmy się cofnąć, ale już nie było takiej możliwości. Przez złe warunki pogodowe nie udało nam się zobaczyć całego parku, a tylko jego część. Ale było warto. Adrenaliny nie brakowało.
i promów. Jeżdżą często, więc warto poczekać. Bilety kosztują różnie, w zależności od sezonu. My, nie mając szczęścia do pogody, oczywiście trafiliśmy na deszcz. Ba, oberwanie chmury było! Z uwagi na to, że część tras była zalana, zarząd parku zrobił promocję na bilety i kosztowały tylko 50 kun. Wybraliśmy najkrótszą trasę. Mimo deszczu widoki przepiękne. Jaką było dla nas niespodzianką kiedy idąc ścieżką, nagle trzeba zawrócić, bo przed nami ścieżka była zalana. Mieliśmy też sytuację, że chcieliśmy się cofnąć, ale już nie było takiej możliwości. Przez złe warunki pogodowe nie udało nam się zobaczyć całego parku, a tylko jego część. Ale było warto. Adrenaliny nie brakowało.






Komentarze
Prześlij komentarz